Bułgaria w strefie euro, a co z Polską?

· Publikacje

1 stycznia Bułgaria dołączyła do grona państw posługujących się unijną walutą. Tymczasem Polska wciąż zwleka z podjęciem działań w kierunku dołączenia do Eurogrupy. Czy słusznie?

Autor: Aleksandra Krzysztoszek

Bułgaria przyjęła euro, dzięki czemu Eurogrupa liczy już 21 państw. Poza strefą pozostaje sześć państw UE: Dania (która ma klauzulę wyłączającą obowiązek przystąpienia do strefy euro), Polska, Czechy, Węgry, Rumunia i Szwecja.

„To historyczny moment dla kraju i ważna szansa dla ludzi i firm w całej strefie euro. Przejście na euro sprawi, że gospodarka będzie bardziej stabilna, transakcje będą przebiegać płynniej, a integracja w Europie będzie silniejsza”, stwierdził Europejski Bank Centralny w wydanym oświadczeniu.

W komunikacie dodano, że dla Bułgarii przyjęcie euro oznacza „budowanie mocniejszych fundamentów pod długoterminowy wzrost i odporność”.

Wśród zalet przystąpienia Bułgarii do strefy euro EBC wymienia:

  • zwiększenie odporności gospodarki poprzez przyjęcie „stabilnej i cieszącej się zaufaniem waluty, która chroni oszczędności i siłę nabywczą”,
  • wzmocnienie integracji europejskiej poprzez dopuszczenie Bułgarii do Eurogrupy, a więc grona, w którym zapada wiele decyzji kluczowych dla UE
  • wzmocnienie rozwoju całej strefy euro poprzez stymulację handlu i inwestycji.

Kurs wymiany wyniósł BGN 1.95583 = EUR 1, co oznacza, że Bułgarzy otrzymają jedno euro za niecałe dwa lewy. Do końca czerwca mogą to zrobić bez opłat w komercyjnych bankach i w niektórych placówkach pocztowych. W drugiej połowie roku nadal będzie można to zrobić, ale placówki te będą mogły naliczać opłatę za wymianę. Konta bankowe w lewach zostały 1 stycznia automatycznie przekonwertowane na euro.

Lew był bułgarską walutą od 1981 roku. Z europejskimi walutami powiązano go w 1997 roku – najpierw z marką niemiecką, a potem z euro. Z sondaży wynika, że bułgarskie społeczeństwo jest podzielone w kwestii przystąpienia do strefy euro – mniej więcej połowa Bułgarów popiera ten krok, a połowa się mu sprzeciwia.

V4 wciąż w większości z własnymi walutami

BBC, opisując przystąpienie Bułgarii do strefy euro, zauważa, że ten najbiedniejszy unijny kraj wyprzedził pod tym względem znacznie bogatsze, gospodarczo lepiej rozwinięte i dłużej należące do Unii Europejskiej państwa, jak Czechy, Polska i Węgry.

Czechy wciąż trzymają się korony i o ile pod rządami dość prounijnego Petra Fiali na nowo rozgorzała dyskusja o przyjęciu unijnej waluty, to po powrocie do władzy w ubiegłym miesiącu populisty Andreja Babiša ten temat ponownie przygasł.

Jego partia ANO weszła w koalicję z eurosceptycznymi ugrupowaniami Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) i Kierowcy dla Siebie. W umowie koalicyjnej znalazł się zapis, że nowy rząd nie podejmie żadnych kroków w kierunku przyjęcia euro.

Inaczej jest w Polsce, gdzie w 2023 r. do władzy powróciła koalicja na czele z byłym szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. Już pierwszy rząd Tuska (2007-2011) określił przystąpienie do strefy euro jako „wyraz strategicznego interesu”. Jeszcze we wrześniu 2008 roku jako termin zamiany waluty wskazywano rok 2011.

Obecny rząd jednak nie jest w tej kwestii tak stanowczy – bo i wśród Polaków nie ma zbyt dużego entuzjazmu względem europejskiej waluty. Z najnowszego sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że zdecydowana większość obywateli nie dostrzega potrzeby zastąpienia złotego euro w ciągu najbliższych dziesięciu lat.

Aż 62 proc. ankietowanych opowiada się przeciwko wejściu do unii walutowej. Blisko 44 proc. deklaruje stanowczy sprzeciw. Przyjęcia euro chciałoby zaledwie 28,5 proc. ankietowanych, w tym jedynie 10,5 proc. zdecydowanie popiera ten pomysł.

– Musimy odpowiednio przygotować się do tej zmiany, tak by proces przechodzenia na wspólna walutę był bezpieczny dla gospodarki i jak najbardziej korzystny dla zwykłych ludzi – mówił Tusk w exposé po wygranych wyborach w 2007 r.

W styczniu 2014 r., niedługo po kryzysie strefy euro i – jak się okazało – niecały rok przed objęciem stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej, Tusk twierdził, że wejście Polski do strefy euro nie byłoby bezpieczne dla polskich obywateli. Przyznał, że jest zwolennikiem przystąpienia Polski do strefy euro, ale „na pewno nie w najbliższym czasie, ale w tej perspektywie, do której sięgam wyobraźnią”.

Rząd PiS był natomiast dość sceptyczny wobec euro i w obawie przed wzbudzaniem napięć społecznych raczej unikał debaty w tej sprawie. W listopadzie 2022 r. Jarosław Kaczyński wprawdzie nie wykluczył przystąpienia w przyszłości do Eurogrupy, ale stwierdził, że przyjęcie euro „to jest taki zabieg, którego w tej chwili dokonać nie możemy” .

– Nawet gdyby to rozważać w jakimś bliższym okresie, to tylko wtedy, jeżeli (…) polska gospodarka na tyle się umocni, że światowe rynki zaczną naszą walutę wyceniać wiele wyżej, bo siła waluty jest w jakiejś mierze efektem siły gospodarki – tłumaczył.

Po powrocie do władzy w 2023 r. Tusk, świadomy społecznych nastrojów, również starał się nie powracać do tej sprawy. W corocznym sejmowym wystąpieniu na temat celów polskiej polityki zagranicznej w kwietniu 2025 r. szef MSZ Radosław Sikorski nie wspomniał o perspektywach wejścia Polski do strefy euro.

Prezydent Karol Nawrocki w orędziu wygłoszonym przed Zgromadzeniem Narodowym po swoim zaprzysiężeniu 6 sierpnia 2025 r. oświadczył natomiast, że jego program zakłada powiedzenie „nie” nielegalnej migracji i walucie euro oraz „tak” polskiemu złotemu.

Polska i tak nie spełnia kryteriów

Traktat z Maastricht z 1992 r. stanowi, że każde państwo członkowskie ma obowiązek przyjęcia wspólnej waluty po spełnieniu kryteriów konwergencji. Obejmują one – obok niezależności banku centralnego – stabilność cen, kondycję finansów publicznych, stabilność kursu walutowego oraz poziom długoterminowych stóp procentowych.

Jedynym państwem zwolnionym z tego zobowiązania jest Dania. Po odrzuceniu Traktatu z Maastricht w referendum w 1992 r. uzyskała ona trwałe wyłączenie, które nie wyklucza jednak jej ewentualnego przystąpienia do strefy wspólnej waluty w przyszłości, pod warunkiem spełnienia wymaganych kryteriów ekonomicznych.

Aby przyjąć euro, państwo co do zasady musi wypełniać tzw. kryteria konwergencji. Są to łączne warunki wejścia państwa posiadającego status derogacji do Unii Gospodarczej i Walutowej (strefy euro) i obejmują:

  • trwały poziom stabilności cen, co oznacza iż średnia stopa inflacji, odnotowana w tym państwie w ciągu jednego roku poprzedzającego badanie, nie przekracza o więcej niż 1,5 pkt proc. inflacji trzech państw członkowskich o najbardziej stabilnych cenach,
  • stabilną sytuację finansów publicznych, a więc brak nadmiernego deficytu budżetowego (deficyt nieprzekraczający 3 proc. PKB) i długu publicznego (nie może on przekraczać 60 proc. PKB),
  • stabilność kursu walutowego, co oznacza uczestnictwo w tzw. mechanizmie kursowym ERM II przez co najmniej dwa lata, bez poważnych napięć i dewaluacji,
  • stabilność długoterminowych stóp procentowych, które nie mogą być wyższe o więcej niż 2 pkt. proc. od stóp w trzech najstabilniejszych cenowo krajach strefy euro,
  • zgodność prawa – krajowe przepisy prawne muszą być zgodne z prawem UE, w szczególności dotyczące niezależności banku centralnego.

Według najnowszego, pochodzącego z 2024 r. raportu o konwergencji Polska na tę chwilę nie spełnia żadnego z tych kryteriów. W kwestii prawa według KE niezgodności dotyczą niezależności banku centralnego, zakazu finansowania monetarnego oraz integracji banku centralnego z Europejskim Systemem Banków Centralnych. Ponadto ustawa o NBP według raportu zawiera również pewne problemy odnoszące się do niezależności banku centralnego.

Jeśli chodzi o stabilność cen, to średnia stopa inflacji w Polsce w okresie 12 miesięcy do maja 2024 r. wyniosła 6,1 proc., znacznie powyżej wartości referencyjnej wynoszącej 4,1 proc. W kwestii deficytu Polska jest natomiast objęta procedurą nadmiernego deficytu, który w 2023 r. wynosił 5,1 proc.

Z kolei dług publiczny, który w 2023 r. wynosił 49,6 proc., według zawartych w raporcie prognoz miał wzrosnąć do ubiegłego roku do poziomu 57,7 proc. (w rzeczywistości okazał się nawet wyższy, bo według Eurostatu wyniósł 58,1 proc.), a do 2034 r. aż do 85 proc.

Złoty nie uczestniczy w ERM II. W raporcie wskazano też, że Polska stosuje system płynnego kursu walutowego, który dopuszcza interwencje banku centralnego na rynku walutowym. Podkreślono, że przez cały 2022 r. złoty był notowany wobec euro na najsłabszych poziomach od niemal dwóch dekad, „w warunkach podwyższonej awersji do ryzyka związanej z pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę”.

Polska nie spełnia też kryterium konwergencji w zakresie długoterminowych stóp procentowych. Średnia długoterminowa stopa procentowa w okresie 12 miesięcy do maja 2024 r. wyniosła 5,6 proc., a więc nieznacznie powyżej wartości referencyjnej wynoszącej 5,5 proc.

W raporcie wskazano, że długoterminowa stopa procentowa w Polsce kontynuowała tendencję wzrostową w 2022 r., osiągając szczyt na poziomie 7,8 proc. w październiku tego roku. Był to najwyższy odsetek od 2002 r.

A co dzisiaj mówi rząd?

W odpowiedzi na interpelację posłanki PiS Olgi Semeniuk-Patkowskiej Ministerstwo Finansów zadeklarowało, że choć Polska ma obowiązek docelowo przyjąć euro, to rząd nie planuje w najbliższej przyszłości podejmować kroków w tym kierunku.

„Jako państwo członkowskie Unii Europejskiej, Polska, podobnie jak i inne kraje Wspólnoty, jest zobowiązana do przyjęcia wspólnej waluty pod warunkiem wypełnienia kryteriów konwergencji wynikających z Traktatu z Maastricht. Wyjątkiem jest jedynie kraj z tzw. klauzulą opt-out, czyli Dania”, napisał resort.

Wskazał przy tym, że zobowiązanie Polski do wprowadzenia wspólnej waluty wynika bezpośrednio z wyniku referendum akcesyjnego z 2003 roku, w którym obywatele wyrazili zgodę na przystąpienie Polski do Unii Europejskiej ze statusem kraju z derogacją.

Jak zaznaczyło ministerstwo, w art. 90 Konstytucji nie przewidziano możliwości powtórzenia referendum w sprawie udzielenia zgody na ratyfikowanie tej samej umowy międzynarodowej, gdy pierwsze referendum w tej sprawie było wiążące i rozstrzygające.

Jednocześnie ministerstwo podkreśliło, że aktualnie rząd „nie planuje złożenia formalnego wniosku o rozpoczęcie procedury jej przyjęcia w ramach mechanizmu ERM II”.

Także minister finansów Andrzej Domański mówił w ubiegłym roku na posiedzeniu Rady UE ds. gospodarczych i finansowych (ECOFIN), że Polska „nie prowadzi prac nad przystąpieniem do strefy euro”.

Prawica o euro: utrata suwerenności

Polscy europosłowie w kwestii przystąpienia naszego kraju do strefy euro są podzieleni, choć większość z naszych rozmówców uważa, że nie należy o tym myśleć w najbliższej przyszłości. Najmocniej sceptyczni są eurodeputowani prawicy.

Zdaniem Jadwigi Wiśniewskiej zwłoka z przyjęciem euro to „słuszne podejście”. – Mówię zdecydowane „tak” polskiemu złotemu, które umożliwia nam wzrost i chroni w razie kryzysów – podkreśla europosłanka PiS.

– Polska potrzebuje własnej, silnej waluty a nie euro. które de facto pozbawiłoby nas suwerenności – uważa. Według niej euro jest dziś walutą opłacalną „jedynie dla Niemiec i grup ludzi, którzy chcą zarobić na spekulacjach”.

– Nie możemy obecnie przystąpić do strefy euro, ponieważ kryzysy gospodarcze dotykają zarówno państw należących do tej strefy, jak i tych pozostających poza nią – uważa jej partyjny kolega, członek Komisji Budżetowej PE Bogdan Rzońca.

– Uważam, że dopóki dysponujemy własną walutą, złotym, mamy większą elastyczność i możemy szybciej reagować na kryzysy, które dotykają kraje europejskie. W praktyce to właśnie państwa narodowe w pierwszej kolejności minimalizują skutki kryzysów, a nie Unia Europejska jako całość – wskazuje.

Anna Bryłka powołuje się natomiast na ostatni sondaż Cluster17, według którego tylko 14 proc. Polaków chciałoby wprowadzenia euro, a aż 72 proc. jest przeciw.

– Polacy to mądry naród, który dobrze widzi koszty wyrzeczenia się własnej waluty przez inne kraje, w tym naszych sąsiadów. Utrata suwerenności monetarnej jest w dodatku w praktyce biletem w jedną stronę, a z raz zbudowanej zależności niezwykle trudno się wyplątać – uważa europosłanka Konfederacji.

Według niej Bułgarzy „mają oczywiście prawo robić to, co uznają za korzystne dla siebie”, ale Bryłka przyznaje, że woli, by Polska „była w tej materii dalej jak Szwecja czy Dania – dostatnie kraje trzymające się własnych walut niezależnie od presji zewnętrznej”.

Centrum otwarte. „Więcej korzyści niż problemów”

Bardziej otwarci wobec przystąpienia do strefy euro są socjalistyczni i liberalni europosłowie, choć przyznają, że w obliczu niechęci większości społeczeństwa temat przystąpienia do Eurogrupy nie ma szansy się przebić.

Michał Kobosko zwraca uwagę, że jeśli mówimy – a jego zdaniem są ku temu podstawy – o Europie kilku prędkości, to tę „pierwszą grupę” tworzy strefa euro. – Tam zapadają decyzje, które determinują rozwój gospodarki europejskiej – wskazuje europoseł Polski 2050.

Podkreśla on, że w kwestii przystąpienia do strefy euro nie zmienia zdania od lat, ale martwi go, że Polska dotąd nie rozpoczęła przygotowań do wprowadzenia euro. – To jest proces co najmniej kilkuletni, trzeba sprostać kryteriom, których dziś nie spełniamy. Trzeba między innymi zmienić Konstytucję RP – zaznacza.

Jednocześnie Kobosko nie widzi powodów, by Polska „pozostała w osamotnieniu, na samym końcu stawki”. – Czy naprawdę mamy powody do kompleksów wobec Bułgarii? – pyta retorycznie.

– Polacy są od lat straszeni histeryczną propagandą, jak to euro wykończy naszą gospodarkę, a „eurowa” drożyzna naszych konsumentów. Nic takiego się nie wydarza w kolejnych krajach przyjmujących euro – uważa europoseł.

Według niego z punktu widzenia naszych przedsiębiorstw oraz podróżujących i pracujących w Europie Polaków euro przyniosłoby o wiele więcej korzyści niż problemów.

– Wchodząc do UE, zgodnie z kryteriami z Maastricht, zobowiązaliśmy się do dołączenia do strefy euro, a wielu ekspertów udowadnia, jak wiele korzyści ekonomicznych płynęłoby z dołączenia do wspólnej strefy walutowej – zgadza się Robert Biedroń.

Przypomina również o czasach pandemii, kiedy inflacja w Polsce była zdecydowanie wyższa niż w krajach strefy euro. – Natomiast obowiązkiem polityków jest słuchanie się wyborców, którzy obecnie w Polsce z różnych powodów wypowiadają się przeciwko takiej decyzji. Więc na ten moment nie ma tematu – podkreśla.

Zdjęcie: Bułgarzy wymieniają lewy na euro [European Union 2026 - Source: EC - Audiovisual Service]