Europa już nie doświadcza tylko wyjątkowych upałów. Doświadcza nowego klimatu. Najnowsze badania pokazują, że rekordowe temperatury z 2025 roku były bezpośrednią konsekwencją spalania paliw kopalnych i rosnących emisji gazów cieplarnianych.
Author: Adam Radoliński
Było to 125 badanie prowadzone w ramach inicjatywy World Weather Attribution międzynarodowego programu naukowego założonego jedenaście lat temu z jednym precyzyjnym zadaniem: dostarczaniem w czasie rzeczywistym naukowych dowodów na rolę antropogenicznych zmian klimatu w ekstremalnych zjawiskach pogodowych. Gdy pod koniec czerwca 2025 roku temperatury w Europie Zachodniej, Środkowej i Północnej przekroczyły wszelkie znane rekordy, zespół nie czekał na koniec sezonu, przystąpił do pracy.
Wyniki nie pozostawiają miejsca na interpretację. Ekstremalne upały, które sparaliżowały szkoły, szpitale, sieci transportowe i miejsca pracy na kontynencie, byłyby niemożliwe jeszcze pół wieku temu. Klimat, który znaliśmy w 1976 roku, zmienił się bezpowrotnie.
Profesor Friederike Otto z Imperial College London, jedna z założycielek projektu, mówiła bez zbędnych wstępów: „Zmiany klimatu wywołane przez człowieka, co wiemy na pewno dzięki dziesięcioleciom badań i wielu niezależnym liniom dowodowym, są spowodowane spalaniem paliw kopalnych ropy, węgla, gazu oraz w znacznie mniejszym stopniu wylesianiem.”
Kopuła ciepła
Bezpośrednim mechanizmem atmosferycznym odpowiedzialnym za tegoroczną falę upałów jest zablokowany wyż baryczny, konfiguracja ciśnień, która uniemożliwia przemieszczanie się mas powietrza i tworzy nad Europą tak zwaną kopułę ciepła. Ta pułapka atmosferyczna zatrzymuje gorące powietrze nad kontynentem, jednocześnie wciągając rozgrzane masy z Sahary. Efektem są zarówno rekordowe temperatury dzienne, jak i wyjątkowo wysokie temperatury nocne, uniemożliwiające organizmom regenerację po przegrzaniu.
– Sam wzorzec pogodowy nie jest niczym szczególnym. Ale temperatury są. Albo przynajmniej były wyjątkowe przed antropogenicznymi zmianami klimatu – zaznacza profesor Otto.
Badacze zbadali też wpływ zjawiska El Niño oraz atlantyckich trybów zmienności klimatycznej. Rozstrzygnięcie jest jednoznaczne: faza El Niño–Oscylacji Południowej nie odegrała żadnej roli w kształtowaniu obecnych upałów.
Analiza obejmuje dwa kluczowe wskaźniki: trzydniową średnią maksymalnych temperatur dziennych oraz trzydniową średnią minimalnych temperatur nocnych w rozległym regionie Europy Zachodniej objętym falą upałów. Dla temperatur nocnych konkluzja jest jasna „takie wartości termometrów nie byłyby możliwe o żadnej porze roku bez zmian klimatycznych wywołanych przez człowieka”.
Sytuacja, która nie powinna zaistnieć
W 1976 roku globalne ocieplenie wynosiło zaledwie 0,3 stopnia Celsjusza powyżej epoki przedprzemysłowej. Dziś wynosi 1,4 stopnia. Niemal całe ocieplenie klimatu, jakie obserwujemy, nastąpiło po 1976 roku. To dlatego ta nieodległa historycznie data jest momentem zwrotnym.
Rok 2003 pozostaje w europejskiej pamięci zbiorowej jako pierwsza wielka tragedia klimatyczna XXI wieku. fala upałów. Porównanie z tym rokiem przynoszą wyniki jeszcze bardziej niepokojące w swojej dynamice. Upalne noce są dziś stukrotnie bardziej prawdopodobne niż były w roku słynnej fali upałów, zaś dzienne szczyty temperatur dziesięciokrotnie bardziej prawdopodobne. To zmiana, która dokonała się w ciągu niespełna ćwierćwiecza.
Podobna fala upałów w czerwcu byłaby o 3,5 stopnia chłodniejsza w ciągu dnia w roku 1976 i o 2 stopnie chłodniejsza w roku 2003. Temperatury nocne byłyby o 2,4 stopnia niższe w 1976 roku i o 1,3 stopnia niższe w 2003 roku.
Jednocześnie wzrost temperatur w Europie nie jest równomierny ani typowy dla innych części świata.
– W dużych częściach Europy Północnej i Środkowej czerwiec ociepla się szybciej niż jakikolwiek inny miesiąc – wyjaśnia dr Theodore Keeping, badacz ekstremalnych zjawisk pogodowych z Imperial College London.
– Maksymalne temperatury dzienne ocieplają się szybciej niż temperatury nocne, choć obie zmieniają się znacznie szybciej niż średnia globalna. Najwyższe temperatury dzienne rosną w tempie mniej więcej trzykrotnie przekraczającym globalne ocieplenie, a temperatury nocne mniej więcej dwukrotnie – dodaje.
Fale upałów nie narastają
Powszechne wyobrażenie o zmianach klimatycznych jest z gruntu mylące. Zakładamy, że ocieplenie przebiega stopniowo, dając nam czas na reakcję. Tymczasem dynamika fal upałów jest fundamentalnie różna.
To, co w latach 1951–2019 było falą upałów zdarzającą się raz na tysiąc lat, stało się zdarzeniem raz na sto lat w roku 2020, by przejść do cyklu raz na czterdzieści lat w połowie lat dwudziestych XXI wieku. Horyzont ekstremalności skraca się w tempie, które wyprzedza wszelkie harmonogramy negocjacji klimatycznych.
Nadchodzące dekady przyniosą nie tylko intensywniejsze fale upałów, ale takie, które będą przebijać poprzednie rekordy o znacznie większy margines. Jak wskazują badania, maksymalne temperatury będą przez lata oscylować wokół poprzedniego rekordu, by następnie przekroczyć go o wiele stopni naraz. To właśnie czyni realną adaptację tak trudną, zarówno dla organizmów ludzkich, jak i dla ekosystemów.
W Europie Zachodniej ekstremalne temperatury pojawiają się znacznie częściej, niż przewidują modele klimatyczne. W regionie Morza Śródziemnego i w Azji Południowo-Wschodniej przyszłe wzrosty częstości epizodów upałów mogą być dwukrotnie częstsze od obecnych prognoz.
Czterdzieści jeden regionów świata, obejmujących łącznie niemal jedną trzecią lądowej powierzchni Ziemi, doświadczyło upałów, które do chwili ich wystąpienia uznawane były za statystycznie nieprawdopodobne, każdy z tych epizodów obliczony był na wystąpienie rzadziej niż raz na dziesięć tysięcy lat.
A liczba ludzi narażonych na ekstremalne upały na całym świecie rośnie dziś nie liniowo, lecz wykładniczo, co w praktyce oznacza, że każda kolejna dekada przynosi gwałtowne przyspieszenie, które niweluje ludzką zdolność adaptacji.
Śmiertelna cena
Ekstremalne upały są najbardziej śmiercionośną formą ekstremalnych zjawisk pogodowych. Każdego roku zabijają około pół miliona ludzi. Upał jest, jak określają to badacze, cichym zabójcą, rozproszonym, trudnym do powiązania przyczynowo z konkretnymi statystykami.
Minione fale upałów doprowadziły do śmierci więcej osób niż wszystkie inne ekstremalne zjawiska naturalne razem wzięte. Szczególnie narażona jest populacja powyżej 65. roku życia. Liczba zgonów cieplnych wśród osób starszych wzrosła o 85 proc. od początku wieku.
– W ciągu zaledwie trzech dni fali upałów z 2025 roku doprowadziła do śmierci ponad 2300 osób w 12 miastach Europy Zachodniej. Dwie trzecie z nich nie zginęłoby, gdyby nie zmiany klimatyczne – wyjaśnia Otto.
Jeśli globalne temperatury wzrosną o 2 stopnie Celsjusza, co według prognoz nastąpi za około dwadzieścia pięć lat, wówczas 41 proc. ludzkości, niemal 4 miliardy osób, będzie narażone na upały, które naukowcy uznają za ekstremalne. Dla porównania: w roku 2010 na tak intensywne ciepło narażone było 23 procent populacji, czyli 1,54 miliarda ludzi.
Upał jak alkohol i tytoń
Śmiertelność to tylko jeden wymiar zdrowotnych skutków ekstremalnego ciepła. Upały niszczą ludzki organizm na każdym etapie życia od poczęcia po starość. Narażenie na upał w życiu płodowym przekłada się na gorszy stan układu sercowo-naczyniowego, oddechowego i psychicznego, a nawet skróconą długość życia. Gorące noce ograniczają sen i uszkadzają układ odpornościowy, sercowo-naczyniowy oraz funkcjonowanie psychologiczne i poznawcze.
Długotrwała ekspozycja na ekstremalne ciepło przyspiesza starzenie się na poziomie molekularnym w tempie porównywalnym z regularnym spożywaniem dużych ilości alkoholu i paleniem tytoniu.
Konwencjonalne termometry nie mówią jednak całej prawdy o zabójczości upałów. W gorących warunkach człowiek chłodzi się poprzez pocenie. Przy 30 stopniach i 85 proc. wilgotności, pocenie przestaje działać, co e ekstremalny sposób obciąża organizm.
Naukowcy przebadali 854 miasta w 30 krajach europejskich, wszystkie ośrodki miejskie z populacją powyżej 50 tys. mieszkańców w krajach Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Norwegii. Niemal 45 proc. z nich już przekroczyło lub jest na drodze do przekroczenia swojego historycznego rekordu wskaźnika WBGT, czyli Mokrej Termometrii Kulistej – miary łączącej temperaturę i wilgotność powietrza, która bezpośrednio opisuje zdolność ludzkiego organizmu do chłodzenia się przez odparowanie potu.
Europejczycy przywykli kojarzyć upały z suchym, śródziemnomorskim skwarem. Obecna fala przynosi coś innego: duszny, tropikalny żar, który tłumi zdolność adaptacyjną organizmu i czyni ekspozycję na wysoką temperaturę niebezpieczną nawet dla osób zdrowych. Wiele stolic europejskich przeżywa nie tylko najgorętszy trzydniowy okres w czerwcu, ale najgorętszy trzydniowy okres od 1950 roku w ogóle. Jak podkreślają zgodnie autorzy analizy „ze względu na globalne ocieplenie te bardzo wysokie temperatury będą się teraz regularnie powtarzać podczas letnich miesięcy”.
Europa nieprzygotowana
Carolina Pereira Marghidan z Centrum Klimatycznego Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca przedstawiła obraz kontynentu głęboko nieprzystosowanego do nowej rzeczywistości.
Około 75 proc. Europejczyków mieszka w miastach. Wiele domów, szkół i systemów transportowych zaprojektowano dla chłodniejszego klimatu. Klimatyzacja pozostaje luksusem tylko około 20 proc. europejskich gospodarstw domowych ją posiada, a w Wielkiej Brytanii zaledwie 5 proc..
– To sprawia, że upał jest zupełnie inną sytuacją w porównaniu z krajami takimi jak USA czy Japonia, gdzie większość domów ma klimatyzację – podkreśla Marghidan.
Europejska demografia pogarsza sytuację. Europa ma jedną z najstarszych populacji na świecie, a mniej więcej co piąty człowiek ma już ponad 65 lat, przy czym ta najstarsza grupa wiekowa gwałtownie wzrośnie w nadchodzących dekadach.
Wrażliwość nie jest jednak kwestią wyłącznie wieku. Bezdomni nie mają gdzie uciec przed upałem. Pracownicy fizyczni na zewnątrz nie mogą przerwać pracy. Turyści, nieznający lokalnych możliwości schronienia, są szczególnie narażeni. Osoby z chorobami przewlekłymi, osoby o ograniczonej mobilności „wszyscy oni ponoszą nieproporcjonalnie wysokie koszty – dodaje Marghidan, zwracając jednoczęsnie uwagę na grupę nieobecną w większości planów ochrony przed upałami.
– Kobiety w ciąży zostały są bardzo podatne na zagrożenia, podobnie jak ich dzieci, ale często nie są wymieniane ani uwzględniane w planach działania na wypadek upałów – zauważa badaczka.
Po katastrofie 2003 roku wiele krajów zainwestowało w systemy wczesnego ostrzegania i plany działania na wypadek upałów. Badania pokazują, że systemy te uratowały wiele istnień. Marghidan przyznaje jednak, że to niewystarczy.
– Ludzie w Europie są znacznie bardziej świadomi ryzyka związanego z upałami niż w przeszłości, ale sama świadomość nie wystarczy. Wiele osób nadal mieszka, pracuje i uczy się w miejscach, które nie są przystosowane do temperatur, jakich teraz doświadczamy – podkreśla i apeluje: „Potrzebujemy większych inwestycji w odporne na upały domy, miasta i infrastrukturę, aby ludzie byli bezpieczni.”
Zepsuta płyta
Profesor Otto, zapytana o perspektywy, pozwoliła sobie na rzadką w naukowym dyskursie nutę goryczy.
– Naukowcy tacy jak ja zaczynają brzmieć jak zepsuta płyta. Co roku wydajemy podobne oświadczenia, reagując na coraz wyższe ekstrema ciepła. Tak, to są zmiany klimatu, tak, to my je powodujemy, nie, to nie jest El Niño, tak, mamy rozwiązania, nie, nie wdrażamy ich wystarczająco szybko. To naprawdę teraz kwestia tego, jakiej przyszłości chcemy dla siebie i czy jesteśmy gotowi zrobić to, co konieczne, aby ją zapewnić – mówi.
Keeping dodaje perspektywę, której nie można zignorować.
– W miarę jak klimat będzie się tak dynamicznie zmieniał i będziemy żyli w cieplejszym klimacie, możemy oczekiwać, że fale upałów takie jak obecna z nami dużo częściej. Jeśli szybko odejdziemy od paliw kopalnych, to w niektórych scenariuszach klimatycznych tegoroczne upały stałyby się zdarzeniem powtarzającym się co dwa lata. Czy tak faktycznie będzie zależy tylko i wyłącznie od tego, ile emisji uda się ograniczyć – podkreśla naukowiec.
Odpowiedzialność ta leży w gabinetach rządowych, salach posiedzeń korporacji paliwowych i przy urnach wyborczych. Nauka wykonała swoją pracę sto dwadzieścia pięć razy. Teraz czas na nas.

