Order wraca kurierem, wino do ambasady. Nowy wymiar dyplomacji w naszym regionie

· Publikacje

Odznaczenia i prezenty dyplomatyczne już dawno nie pełnią wyłącznie funkcji ceremonialnej. Wydarzenia wokół Rosji i Ukrainy doprowadziły jednak do sytuacji, w których odesłanie przez prezydenta nie tylko orderu, ale nawet butelki wina urasta do miana politycznej deklaracji.

Author: Aleksandra Krzysztoszek

Podjęcie decyzji o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu zajęła prezydentowi Karolowi Nawrockiemu kilka tygodni, ale kiedy już ją ogłosił, sprawy potoczyły się szybko.

Zełenski demonstracyjnie odesłał order, ale aby jego gest był bardziej dobitny, zamiast przekazać go do ambasady, nadał go w paczce poprzez usługi prywatnej firmy kurierskiej. Wielu jego krytyków w Polsce odebrało to jako świadomy gest zniewagi.

Kontrowersje wywołało nawet opublikowanie przez Zełenskiego w poście w mediach społecznościowych zdjęcia, jak order ze wstęgą leży w pomieszczeniu magazynowym firmy.

Ukraiński prezydent zauważył w tym samym poście, że Order Orła Białego otrzymali w przeszłości m.in. Katarzyna II, Benito Mussolini czy Gerhard Schröder. Nikomu z nich tego odznaczenia później nie odebrano.

W ślad za Zełenskim poszli inni ukraińscy politycy, którzy również zaczęli zwracać przyznane im przez polskie władze odznaczenia. Byli wśród nich minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha, szef Głównego Zarządu Wywiadu (HUR) Kyryło Budanow czy ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar.

Dołączyli do nich byli prezydenci – od Łeonida Kuczmy po skonfliktowanego z Zełenskim jego poprzednika Petra Poroszenkę. Orderu Orła Białego nie otrzymał bowiem tylko prorosyjski prezydent Wiktor Janukowycz.

W Polsce doszło do analogicznej reakcji. Swój Order Jarosława Mądrego, otrzymany w 2022 r., postanowił odesłać w geście solidarności z Nawrockim prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Między Polską a Ukrainą rozpoczęła się swoista „dyplomacja orderowa”, w której decyzja nie tyle o przyznaniu, co o odebraniu komuś odznaczenia lub wręcz zrzeczenia się orderu przez samego jego kawalera staje się potężnym sygnałem politycznym, wpływającym na relacje między państwami.

Nie jest jednak tak, że ta sytuacja jest bez precedensu. Przeciwnie, wojna w Donbasie, a potem pełnoskalowa wojna między Rosją a Ukrainą już kilkakrotnie prowadziła do sytuacji, w których przywódcy państw wschodniej flanki NATO i UE decydowali się odbierać ordery lub oddawać prezenty, aby ustrzec się niewłaściwego w ich przekonaniu politycznego przekazu.

Od prolitewskiego dziennikarza do kremlowskiego propagandysty

Podobną decyzję do Nawrockiego podjęła nieco dekadę temu ówczesna prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė wobec rosyjskiego dziennikarza Dmitrija Kisielowa – choć motywacje były zgoła inne niż w przypadku Zełenskiego

W 1994 r. Kisielow otrzymał Medal Pamiątkowy 13 Stycznia. Odznaczenie przyznawano osobom, które przyczyniły się do obrony niepodległości Litwy podczas wydarzeń ze stycznia 1991 r. Wówczas Kisielow jako dziennikarz rosyjskiej telewizji relacjonował wydarzenia w sposób uznawany na Litwie za uczciwy i sprzyjający ujawnieniu prawdy o sowieckiej agresji.

Dmitrij Kisielow, a także Tatjana Mitkowa i Jurij Rostow zostali w 1991 r. odsunięci od prowadzenia programu Telewizionnaja służba nowostiej (TSN) – serwisu informacyjnego państwowej telewizji. Powodem była odmowa przedstawiania na antenie państwowych, propagandowych materiałów na temat zamieszek na Litwie między zwolennikami niepodległości a tymi, którzy chcieli pozostać w ZSRR. W ich wyniku zginęło 14 osób, a Wilno oskarżyło o ich śmierć żołnierzy i władze radzieckie.

Wszystko zmieniło się po 2014 r., kiedy Kisielow stał się jedną z głównych twarzy kremlowskiej propagandy. Kierował państwową agencją Rossija Siewodnia i w swoich programach otwarcie wspierał politykę Kremla wobec Ukrainy. Został również objęty sankcjami Unii Europejskiej za rolę w propagandzie wspierającej działania Rosji.

W odpowiedzi 3 kwietnia 2014 r. Grybauskaitė podpisała dekret o pozbawieniu go odznaczenia. Oficjalnym uzasadnieniem było to, że swoim późniejszym postępowaniem „zhańbił godność odznaczonego”.

Litewskie władze podkreślały, że odznaczenia państwowe mają odnosić się nie tylko do dawnych zasług, ale także po postawy zgodnej z wartościami, które reprezentują. Uznano, że popieranie przez agresywnej polityki Kremla jest z tym nie do pogodzenia.

Także ten gest, podobnie jak to było w przypadku Zełenskiego, wywołał reakcje solidarności Swój order odesłała także Mitkowa, a Grybauskaitė formalnie wykreśliła ją z listy odznaczonych.

Prezent z podtekstem

Zdarzało się jednak także, że z powodów związanych z działaniami Rosji wobec Ukrainy bałtyccy prezydenci nie tylko odbierali ordery, ale nawet zwracali prezenty. Tak stało się na przełomie 2019 i 2020 r. w przypadku ówczesnej estońskiej prezydent Kersti Kaljulaid.

Kaljulaid prowadziła wpisującą się w kurs ówczesnej unijnej dyplomacji politykę „selektywnego zaangażowania” w kontakty z Rosją. Potępiała aneksję Krymu i wojnę w Donbasie oraz mocno popierała sankcje UE wobec Rosji, ale nie wzbraniała się przed kontaktami dwustronnymi – przeciwnie, sama w 2018 r. odwiedziła w Moskwie swojego rosyjskiego odpowiednika Władimira Putina.

Moskwa znalazła jednak okazję, aby przetestować jej lojalność wobec Ukrainy i polityki UE. Na jej 50. urodziny rosyjska ambasada podarowała jej prezent z silnym podtekstem: kwiaty, bombonierkę i… wino z krymskiej winnicy.

Estońska prezydent znalazła się między młotem a kowadłem. Gdyby przyjęła prezent, mogłoby to zostać uznane za ukryty sygnał, że Estonia uznaje przynależność Półwyspu Krymskiego do Rosji.

Z kolei odesłanie całości podatku Rosja mogłaby odebrać jako afront: „z dobrej woli” i w duchu dobrosąsiedzkich relacji przysyła przywódczyni innego państwa prezent urodzinowy, a ta bezczelnie go oddaje.

Ostatecznie Kaljulaid zdecydowała się na kompromisowe rozwiązanie: kwiaty i czekoladki przyjęła, natomiast wino odesłała do rosyjskiej ambasady w Tallinie. Placówka potwierdziła, że butelka wróciła do ambasady bez żadnego komentarza ani komunikatu ze strony obdarowanej.

O komentarz pokusił się natomiast przewodniczący parlamentarnej Komisji Dyplomacji Narodowej i Stosunków Międzynarodowych ze strony rosyjskich władz okupacyjnych, Jurij Gemprel.

Stwierdził on, iż prezydent Estonii wiele straciła na tym, że odesłała taki cenny podarek. – Nie spróbuje krymskiego wina, znanego na całym świecie z niepowtarzalnego smaku – ocenił.

Tym razem adresatem nie Rosja, a… Ukraina

Gest Karola Nawrockiego odebrania orderu Wołodymyrowi Zełenskiemu w pewnym sensie przypomina decyzje jego bałtyckich odpowiedniczek, ponieważ w każdym z tych trzech przypadków chodziło o uniknięcie wrażenia politycznej legitymizacji działań obcego państwa, których ani Nawrocki, ani Dalia Grybauskaitė, ani Kersti Kaljulaid nie chcieli w żaden sposób sankcjonować.

Jest jednak istotna różnica kontekstu. O ile przywódczynie Litwy i Estonii sięgały po podobne gesty w relacji do Rosji – państwa prowadzącego działania bezpośrednio naruszające porządek bezpieczeństwa w regionie – o tyle gest polski został skierowany wobec państwa sojuszniczego, funkcjonującego w ramach tej samej architektury bezpieczeństwa.

W efekcie ten sam język symbolicznej dyplomacji, który w Wilnie i Tallinnie był narzędziem jednoznacznego sprzeciwu wobec Moskwy, w Warszawie nabiera bardziej ambiwalentnego charakteru: ujawnia napięcia wewnątrz wspólnoty państw, które miały ją wspólnie umacniać.

A także ostre charaktery zarówno Nawrockiego, jak i Zełenskiego, z których każdy chce mieć ostatnie słowo.