Na ubiegłotygodniowym szczycie nie udało się osiągnąć porozumienia w sprawie uruchomienia tzw. pożyczki reparacyjnej dla Ukrainy, mimo iż mocno opowiadała się za tym Polska. Także polscy europosłowie zgadzają się, że takie rozwiązanie jest lepsze niż zaciąganie przez UE nowego wspólnego długu.
Autor: Aleksandra Krzysztoszek
Na czwartkowym szczycie przywódcy państw UE mieli zatwierdzić tzw. pożyczkę reparacyjną dla Ukrainy. Miała ona opierać się na aktywach Banku Rosji, które pozostają zamrożone od pierwszych dni wojny tego kraju z Ukrainą. Kijów zacząłby ją spłacać dopiero po otrzymaniu reparacji od Rosji.
Opór wobec takiego rozwiązania postawiła jednak Belgia. Jej głos był kluczowy, bo większość spośród wspomnianych rosyjskich aktywów, warta około 185 miliardów euro, znajduje się w Euroclear– belgijskim banku depozytowym. Belgijskie władze obawiały się, że w przypadku zdjęcia sankcji Rosja może na drodze sądowej domagać się zwrotu aktywów i będzie musiała go dokonać z własnej kasy.
Premier Belgii Bart De Wever wystosował pod koniec ubiegłego miesiąca list do von der Leyen, w którym zaostrzył swój sprzeciw wobec planów Komisji. „Nigdy nie zobowiążę Belgii do samodzielnego ponoszenia ryzyka i wystawiania się (na zagrożenia — red.), które wynikałyby z opcji (pożyczki — red.) reparacyjnej”, napisał De Wever.
W projekcie pożyczki była mowa o 90 miliardach euro, które miały pokryć dwie trzecie potrzeb Ukrainy w najbliższych dwóch latach. Uzupełnieniem pożyczki (lub alternatywą, jeśli nie uda się dojść do porozumienia) ma być wspólne zaciągnięcie pożyczki przez Unię Europejską. Dług ten miałby zostać zabezpieczony nowym unijnym wieloletnim budżetem.
De Wever utrzymywał jednak, że Unia powinna rozważyć wspólny dług zamiast pożyczki z wykorzystaniem rosyjskich aktywów. Na to nie chcą się jednak zgodzić zwolennicy pożyczki reparacyjnej, w tym Niemcy, którzy sprzeciwiają się dalszemu nadwyrężaniu budżetów krajowych.
Ostatecznie Belgia nie była jedynym krajem, który zgłosił sprzeciw wobec pożyczki reparacyjnej. Przeciwko były też między innymi Włochy, Czechy, w których władzę przejął Andrej Babiš, i Węgry.
Zadowoleni i mniej zadowoleni
W piątek nad ranem przewodniczący Rady Europejskiej António Costa poinformował, że przywódcy zgodzili się jedynie na pożyczkę w wysokości 90 mld euro, która miałaby pokryć krótkoterminowe potrzeby Ukrainy do 2027 r. Jednocześnie zapowiedział dalsze prace nad tzw. pożyczką reparacyjną, konsekwentnie blokowaną przez Belgię.
„Cieszę się, że zwyciężył zdrowy rozsądek i udało nam się zapewnić niezbędne zasoby, ale dzięki rozwiązaniu, które ma solidne podstawy prawne i finansowe”, stwierdziła włoska premier Giorgia Meloni.
Babišowi zależało przede wszystkim na tym, aby gwarancji pod pożyczkę nie musiały udzielać wszystkie państwa UE – czego z kolei domagała się Belgia, obawiająca się, że w razie pozwu ze strony Moskwy sama będzie musiała zwracać aktywa.
„Poparłem wnioski i przeforsowałem to, aby Czechy nie poręczały tej pożyczki. Dokładnie tak, jak obiecałem”, napisał w serwisie X po szczycie.
De Wever również był zadowolony. „Ukraina, Europa i stabilność finansowa zwyciężyły. Osiągnęliśmy stabilne, prawnie uzasadnione i finansowo wiarygodne europejskie rozwiązanie”, napisał.
Premier Donald Tusk przyznał natomiast, że z jego perspektywy wynik szczytu jest słodko-gorzki. Zauważył przy tym, że według ustaleń szczytu przywódcy mają jeszcze powrócić w przyszłości do tematu pożyczki opartej na rosyjskich aktywach.
„Pomimo nadmiernej ostrożności niektórych przywódców Europa podjęła decyzję o finansowaniu Ukrainy. Nadal istnieje możliwość wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów”, wskazał.
„Czy jestem w pełni zadowolony? Oczywiście, że nie. Ale zawsze lepiej jest mieć coś niż nic”, przyznał we wpisie, opublikowanym w języku angielskim.
„Rosjanie muszą mieć świadomość konsekwencji swoich działań”
Również polscy europosłowie, z którymi rozmawialiśmy, uważają, że pożyczka z wykorzystaniem aktywów rosyjskiego banku centralnego to lepsze rozwiązanie niż nowy wspólny dług – mówią tak politycy różnych partii, od Lewicy po Konfederację.
– Ukraina musi być wolna, co do tego nie mamy żadnych wątpliwości. Jednocześnie musi skutecznie uporać się z problemem korupcji, ponieważ ma ona bezpośredni wpływ na skalę i zaufanie do udzielanej pomocy. Nikt nie chce przekazywać środków, które mogłyby zostać później sprzeniewierzone – mówi EURACTIV.pl europoseł PiS (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy) Bogdan Rzońca.
On sam popiera koncepcję pożyczki dla Ukrainy, zabezpieczonej rosyjskimi aktywami. – Wierzymy, że po wyjaśnieniu wątpliwości prawnych aktywa te zostaną wykorzystane na odbudowę Ukrainy – podkreśla.
Według niego udzielanie tak ogromnej pożyczki przez Unię Europejską bez sięgnięcia po rosyjskie środki byłoby błędem. – Rosjanie muszą mieć świadomość, że agresja ma realny wpływ na ich finanse i że napaść na Ukrainę pociąga za sobą także poważne konsekwencje ekonomiczne – zwraca uwagę Rzońca.
„To byłoby niepoważne”
Również socjaldemokraci w Parlamencie Europejskim opowiadają się za pożyczką reparacyjną, mówi nam Robert Biedroń.
– Jako socjaldemokraci od lat popieramy całkowitą konfiskatę zamrożonych rosyjskich aktywów i przekazanie ich Ukrainie. Pożyczka reparacyjna powinna być planem minimum – uważa.
Jak dodaje, istnieje wiele ekspertyz przygotowanych przez prawników zajmujących się od dekad prawem międzynarodowym, które pokazują, „że nawet konfiskata byłoby całkowicie legalna”.
– Trudno sobie wyobrazić sąd, który stwierdziłby: „Co prawda Rosja popełniła największe przestępstwo w prawie międzynarodowym, naruszając Artykuł 2 Karty Narodów Zjednoczonych, wyrządziła szkody w wysokości kilkuset miliardów euro, zabiła lub zraniła setki tysięcy Ukraińców, dokonała niezliczonych zbrodni wojennych, nie zapłaci reparacji… ale te pieniądze jej się należą”. Przecież to jest niepoważne – wskazuje Biedroń.
Belgia się zgodzi?
Także Anna Bryłka jest zdania, że pożyczka reparacyjna byłaby lepszym pomysłem niż zaciąganie wspólnego długu przez UE.
Europosłanka Konfederacji (Patrioci dla Europy) uważa jednak za mało prawdopodobne, by rząd Belgii się na nią zgodził. – A w dodatku oczekiwana jest gwarancja spłaty przez wszystkie państwa członkowskie, co nie jest dobrym rozwiązaniem – wskazuje.
„Gorącym orędownikiem” pożyczki reparacyjnej dla Ukrainy jest Michał Kobosko. – Jak widać, na pomoc ze strony USA Ukraina już liczyć nie może. Pomoc europejska jest także ograniczona przez sytuację budżetową w wielu krajach członkowskich. A Ukraina potrzebuje pieniędzy, by móc kontynuować wojnę obronną przeciw brutalnej agresji rosyjskiego dyktatora – zaznacza europoseł Polski 2050 (Odnowić Europę).
Jak podkreśla, na razie „nie można marzyć o rzeczy oczywistej z punktu widzenia prawa międzynarodowego”, czyli o wypłacie przez Rosję reparacji wojennych za szkody i zniszczenia. – Trzeba zatem użyć zamrożonych aktywów, nie do wypłaty pieniędzy, ale jako zabezpieczenie pożyczki na rzecz Ukrainy – mówi Kobosko.
Zdjęcie: Premier Donald Tusk [© European Union 2025 - Source: EUCO]
