Awantura Tuska i nagie zdjęcia premier Włoch. Politycy w sidłach AI [Fejk miesiąca]

· Publikacje

Od wygenerowanych przez AI aw

antur w polskiej telewizji po fałszywe, intymne zdjęcia premier Włoch, sztuczna inteligencja zamieniła internet w zautomatyzowaną fabrykę dezinformacji.

Autor: Zofia Grosse

Sztuczna inteligencja to wspaniałe narzędzie, które potrafi niesamowicie przyspieszyć pracę i uwolnić zupełnie nowe pokłady kreatywności. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy innowacja zaczyna wyprzedzać prawo, a technologia staje się bronią.

Gigantyczne tempo rozwoju AI sprawia, że procedury i regulacje często nie nadążają za rzeczywistością, przez co w sieci toczy się regularna wojna informacyjna. Algorytmy służą dziś do tworzenia zaawansowanej dezinformacji i deepfake’ów, uderzając w najbardziej polaryzujące tematy.

Wygenerowane obrazy czy dźwięki dawno przestały przypominać koślawe grafiki komputerowe – wyglądają jak wycinki z prawdziwego życia. Cyfryzacja poszła tak daleko, że odróżnienie kłamstwa od manipulacji dla zwykłego oka graniczy z cudem.

Koniec bariery wejścia: z laboratoriów na nasze smartfony

To, co wielu użytkownikom wydaje się po prostu dziwnym zdjęciem w mediach społecznościowych, jest efektem potężnej, technologicznej rewolucji, która całkowicie zmieniła zasady gry. Ewelina Bartuzi-Trokielewicz, kierująca Zakładem Analiz Audiowizualnych i Systemów Biometrycznych w NASK, wprost wskazuje na zatrważające tempo tych zmian:

„Technologia deepfake przeszła szybką ewolucję od narzędzi laboratoryjnych do produktów konsumenckich, które są dostępne na szeroką skalę […]. Jeszcze kilka lat temu stworzenie deepfake’a wymagało wiedzy technicznej, mocnego sprzętu, dużej ilości danych oraz czasu.”

Dodaje, że obecnie istnieje szeroka gama gotowych modeli z prostym interface’em, którym wystarczy nawet jedno zdjęcie czy kilka sekund głosu do stworzenia wręcz reżyserowanej manipulacji.

„Bariera wejścia dramatycznie spadła, nie trzeba rozumieć sieci neuronowych, tak jak nie trzeba rozumieć optyki, żeby zrobić zdjęcie smartfonem.” – podkreśla ekspertka.

Ta technologiczna demokratyzacja natychmiast znalazła odbicie w sieci. Marcin Kostecki, redaktor naczelny portalu Demagog.org.pl, uważa, że problem narasta lawinowo. Powołuje się na dane Europejskiego Obserwatorium Mediów Cyfrowych (EDMO):

„W ostatnim czasie widzimy wyraźny wzrost liczby fałszywych informacji opierających się na treściach wytworzonych lub zmienionych przez sztuczną inteligencję. […] Na przełomie września i października 2025 roku nastąpił znaczny wzrost – z poziomu ok. 10 proc. do ok. 20 proc. W Demagogu w niektórych miesiącach to ok. 25 proc. sprawdzonych treści.”

Wirtualne awantury w Polsce i zjawisko Wiet Spamu

Polityka to idealny grunt do siania cyfrowych iluzji, ponieważ opiera się na skrajnych emocjach. W połowie maja przez polskiego Facebooka przetoczyła się historia o rzekomej kłótni w programie „Kropka nad i”. Według wiralowych postów Donald Tusk miał pod wpływem emocji opuścić studio, podczas gdy Karol Nawrocki zachował zimną krew, deklarując obronę Polaków. Posty zbierały tysiące pełnych oburzenia komentarzy, choć obaj politycy nigdy nie spotkali się w programie. Kadry ze studia zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję.

Ten incydent to fragment znacznie większej układanki. Profile odpowiedzialne za te publikacje prowadzą do podmiotów zarejestrowanych w Wietnamie. Eksperci określają to zjawisko mianem „Viet Spam” – to gigantyczna, zautomatyzowana sieć publikująca chwytliwe fejki, by ściągnąć internautów na azjatyckie portale z reklamami. Marcin Kosteckiz Demagoga zauważa, że to zorganizowany proceder:

„Część tych materiałów wykorzystuje wizerunki osób publicznych. Wiele z nich to zwykłe oszustwa, np. reklamy rzekomych platform inwestycyjnych lub cudownych substancji leczniczych – tu często widzę czołowych polskich polityków ja Nawrocki, wcześniej Duda, Glapiński.” – wyjaśnia Kostcki.

Dodaje, że niedawno pojawiło się zjawisko Viet spamu – sieci profili na Facebooku publikujących fałszywe informacje o znanych osobach i zachęcające do wchodzenia na strony internetowe pełne różnych reklam. Klasyczne deepfake’i, które były skierowane ściśle do Polaków, wykorzystywały wizerunki osób działających na rzecz Ukrainy np. Natalii Panczenko.

Jak jednak walczyć z tym zalewem kłamstw? Redaktor naczelny Demagoga tłumaczy, że weryfikacja jest ciągle możliwa przy użyciu darmowych narzędzi, takich jak Hive, Sightengine czy InVID. Wskazuje jednak na niebezpieczny trend wśród samych internautów.

„Większy problem widzę po stronie codziennych użytkowników, nie fact-checkerów. Nieumiejętne próby weryfikacji grafik i nagrań przy pomocy chatbotów (np. Groka) czy szukania niedoskonałości na oko mogą prowadzić do błędnych wniosków. Można to było zauważyć w przypadku pogłosek o śmierci Benjamina Netanjahu i rzekomo wygenerowanych nagrań z jego udziałem.” – tłumaczy.

Rozpoznawalność jako pułapka i deepfake we Włoszech

Brak skrupułów dezinformatorów najbardziej uderza w sferę intymną, gdzie polityka miesza się z atakami na tle seksualnym. Ewelina Bartuzi-Trokielewicz wyjaśnia, dlaczego osoby z pierwszych stron gazet są tak wdzięcznym celem.

„Osoby publiczne są szczególnie narażone, bo internet dostarcza o nich przydatnych materiałów wejściowych: setek zdjęć, nagrań, wywiadów, wystąpień”– tłumaczy ekspertka.

Im bardziej ktoś jest widoczny, tym łatwiej stworzyć jego wiarygodną cyfrową kopię. Rozpoznawalność, która kiedyś była kapitałem, dziś staje się również źródłem podatności. Według Bartuzi-Trokielewicz szczególnie niepokojący jest obszar seksualizowanych deepfake’ów .

„Tutaj problemem jest asymetria szkody. Sprawca może wygenerować materiał w kilka minut, anonimowo i niemal bez kosztów, natomiast osoba poszkodowana traci kontrolę nad własnym wizerunkiem, reputacją i poczuciem bezpieczeństwa.” – uważa ekspertka.

O brutalności tej „asymetrii szkody” przekonała się premier Włoch, Giorgia Meloni. Sieć zalały wysoce realistyczne zdjęcia wygenerowane przez AI, przedstawiające ją w samej bieliźnie. Reakcja premier była stanowcza, łączyła chłodną ironię z poważnym apelem do społeczeństwa. Na portalu X napisała:

„W tych dniach krążą różne moje fałszywe zdjęcia, wygenerowane za pomocą sztucznej inteligencji […]. Muszę przyznać, że osoba, która je stworzyła […] znacznie mnie też poprawiła. Ale pozostaje fakt, że, aby atakować i wymyślać fałsze, teraz naprawdę używa się już wszystkiego. […] Deepfake’i to niebezpieczne narzędzie, ponieważ mogą oszukiwać, manipulować i uderzać w każdego. Ja mogę się bronić. Wielu innych nie. Dlatego jedna zasada powinna zawsze obowiązywać: sprawdzać, zanim się uwierzy, i wierzyć, zanim się udostępni.”

Incydent wywołał we włoskim parlamencie burzę. Parlamentarzystki domagały się silniejszej ochrony kobiet przed cyfrową przemocą, a senatorka Alessandra Maiorinowezwała do wprowadzenia tożsamości cyfrowej, by internet przestał być „dżunglą bez reguł”.

Z kolei wicemarszałek Anna Ascani celnie wypunktowała systemowe luki – choć nowe włoskie prawo (ustawa 132/2025) przewiduje więzienie za szkodliwe wykorzystywanie AI, to państwo wciąż nie ma narzędzi, by zmusić technologicznych gigantów do natychmiastowego usuwania takich treści.

Unia Europejska i wyścig zbrojeń z algorytmami

W obliczu cyfrowego chaosu reaguje również Bruksela. Jak wynika z majowego komunikatuprasowego, Komisja Europejska przeforsowała pakt w sprawie sztucznej inteligencji. W nowych regulacjach surowo zakazuje się stosowania systemów generujących intymne treści bez zgody (wymierzonych m.in. w aplikacje do cyfrowego „rozbierania” ludzi, których ofiarą padła Meloni).

Czy prawo wystarczy, by zablokować fałsz? Ekspertka NASK jest ostrożna w optymizmie i tłumaczy to systemowym wyścigiem technologicznym. Jej zdaniem z perspektywy technologicznej całkowite wyeliminowanie deepfake’ów z Internetu prawdopodobnie nie będzie możliwe.

„To trochę wyścig zbrojeń, a każda nowa generacja modeli generatywnych coraz lepiej eliminuje błędy, które wcześniej pozwalały wykrywać fałszywe materiały. Do tego dochodzi tempo rozprzestrzeniania się informacji w internecie. Nawet jeśli platforma wykryje zmanipulowany materiał po kilkudziesięciu minutach, często jest już za późno” – zaznacza Bartuzi-Trokielewicz.

Dodaj, że regulacje planowane przez Komisję Europejską również są istotne, choć nie dlatego, że „wyłączą” deepfake’i z internetu. Bardziej chodzi o przesunięcie odpowiedzialności na twórców modeli i platformy technologiczne, czyli obowiązek wdrażania zabezpieczeń, oznaczania treści AI i szybkiego reagowania na nadużycia.

Europejski krajobraz zmanipulowanych mas

Jak pokazuje najnowszy, majowy raport Europejskiego Obserwatorium Mediów Cyfrowych EDMO, które zajmuje się monitorowaniem dezinformacji internetowej, machina manipulacji ani myśli zwalniać i płynnie przeskakując między tematami.

Co prawda, po odpuszczeniu napięć na linii USA-Iran i wycofaniu popularnego modelu Sora (narzędzia sztucznej inteligencji generującego realistyczne wideo na podstawie tekstu) odnotowano chwilowy spadek udziału samych deepfake’ów. Fabryki trolli jednak natychmiast przerzuciły siły z powrotem na podsycane islamofobią kwestie imigracji oraz wojnę w Ukrainie.

Wołodymyr Zełenski pozostaje stałym celem kampanii oszczerstw. W sieci krążą fotomontaże, na których prezydent Ukrainy rzekomo pozuje z Jeffreyem Epsteinem – co ciekawe, w ten sam sposób uderzano również w niemieckiego polityka Friedricha Merza.

Dezinformacja w Europie przyjmuje precyzyjnie uszyty, lokalny kamuflaż. We Włoszech największe zasięgi notowało nagranie wygenerowane przez AI, w którym Meloni krytykuje Trumpa. W Niemczech straszono mężczyzn całkowicie zmyślonym obowiązkiem zgłaszania chęci wyjazdu z kraju władzom wojskowym. W Niderlandach z kolei podsycano nastroje antyimigranckie fejkiem o muzułmance odmawiającej podania ręki królowej Maksymie.

Polska scena była natomiast zalewana absurdalną teorią, która łączyła wątki wojenne z ksenofobią – wmawiano internautom, że rzekome zagrożenia militarne to wyłącznie przykrywka, by wysiedlić Polaków i oddać ich domy Żydom oraz Ukraińcom.

Wnioski płynące z tych analiz są jednoznaczne. Sztuczna inteligencja dawno przestała być ciekawostką z laboratoriów. Stała się bronią codziennego użytku w bezwzględnej walce o nasze umysły.

W świecie, gdzie rozpoznawalność oznacza podatność na ciosy, słowa Giorgii Melonibrzmią dziś jak najpoważniejsze ostrzeżenie: to, co wczoraj przydarzyło się politykowi z telewizji, jutro może bezpowrotnie zniszczyć życie każdego z nas.