Zielona transformacja po chińsku. Co to znaczy dla Europy?

· Publikacje

Europa coraz częściej patrzy na Chiny jak na wygodną wymówkę dla własnych wątpliwości wobec transformacji energetycznej. Tymczasem za prostym hasłem o „chińskich emisjach” kryje się znacznie bardziej złożona gra interesów, technologii i długofalowej strategii.

Autor: Zofia Grosse

W debacie publicznej w wielu państwach Unii Europejskiej regularnie pojawia się argument, że europejska polityka klimatyczna jest wewnętrznie sprzeczna i ekonomicznie nieracjonalna, ponieważ Chiny – największy emitent dwutlenku węgla na świecie – rzekomo nie podejmują realnych działań na rzecz ograniczenia emisji. W tej narracji współpraca UE z Chinami w obszarze zielonych technologii ma zaprzeczać podstawowym założeniom Europejskiego Zielonego Ładu.

Ten sposób myślenia szczególnie często pojawia się w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie energetyka przez dekady opierała się na węglu, a koszty transformacji są tematem politycznie wrażliwym. W Polsce, Czechach czy na Słowacji argument o „chińskich emisjach” bywa używany jako dowód na to, że wysiłki UE są bezcelowe, skoro globalny problem i tak rzekomo skoncentrowany jest poza Europą.

Rzeczywisty obraz chińskich emisji i ich dynamiki

Faktem jest, że Chiny są dziś największym emitentem CO₂ na świecie i odpowiadają za około jedną trzecią globalnych emisji. Wynika to z ogromnej skali chińskiej gospodarki, roli kraju jako światowego centrum produkcyjnego oraz struktury energetycznej, w której węgiel wciąż odgrywa dominującą rolę. To jednak tylko część obrazu, która bez kontekstu prowadzi do błędnych wniosków.

W ostatnich miesiącach emisje Chin spadły o 1 proc. względem szczytu historycznego. To pierwszy sygnał, że kraj może osiągać trwały szczyt emisji w niektórych sektorach, w tym w budownictwie, produkcji stali i cementu. Co istotne, nie jest to efekt kryzysu gospodarczego ani administracyjnych ograniczeń, jak miało to miejsce w przeszłości, lecz konsekwencja strukturalnych zmian w systemie energetycznym. Jeśli obecne tempo rozwoju odnawialnych źródeł energii zostanie utrzymane, oznacza to trwałe ograniczenie wzrostu emisji, a nie jedynie chwilową korektę.

Chiny oficjalnie deklarują osiągnięcie szczytu emisji dwutlenku węgla przed 2030 rokiem oraz neutralności węglowej do 2060 roku, kładąc nacisk na redukcję intensywności emisji w relacji do wzrostu gospodarczego. Cele te są jednak podporządkowane nadrzędnym priorytetom bezpieczeństwa energetycznego i rozwoju przemysłowego, co oznacza, że tempo i sposób ich realizacji pozostają elastyczne i ściśle uzależnione od interesów państwa.

Największy emitent i inwestor

Narracja, według której Chiny „nic nie robią” dla klimatu, całkowicie pomija fakt, że to właśnie ten kraj jest dziś globalnym liderem inwestycji w odnawialne źródła energii. Skala chińskich inwestycji w fotowoltaikę i energetykę wiatrową nie ma precedensu w historii transformacji energetycznych. W ostatnich latach do chińskiej sieci przyłączano więcej nowych mocy słonecznych i wiatrowych niż łącznie posiada jakiekolwiek inne państwo.

Eksperci zwracają uwagę, że tempo tego rozwoju sprawia, iż Chiny w ciągu kilku lat będą dysponować znacznie większą mocą wiatrową i słoneczną niż cała Unia Europejska razem wzięta. To właśnie dlatego coraz częściej pojawiają się komentarze, że Europa nie docenia skali chińskiego przyspieszenia w transformacji energetycznej.

Ten rozwój nie jest jednak motywowany wyłącznie względami klimatycznymi. Dla Pekinu kluczowe znaczenie ma bezpieczeństwo energetyczne oraz budowa nowego filaru wzrostu gospodarczego. Zielona energia, elektryfikacja transportu i technologie magazynowania energii postrzegane są jako obszary, w których Chiny mogą stać się globalnym liderem technologicznym i przemysłowym.

Logika chińskiego bezpieczeństwa energetycznego

Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwko wiarygodności chińskiej transformacji jest fakt, że kraj ten nadal buduje nowe elektrownie węglowe. Bez zrozumienia chińskiej logiki bezpieczeństwa energetycznego łatwo uznać to za dowód hipokryzji. W rzeczywistości węgiel pełni w Chinach rolę strategicznego zabezpieczenia systemu energetycznego.

Chiny niemal nie posiadają własnych zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego, a ich import tych surowców gwałtownie wzrósł wraz z rozwojem gospodarczym. Węgiel, wydobywany w ogromnej większości na miejscu, pozostaje jedynym paliwem gwarantującym pełną kontrolę nad dostawami energii. Nowe moce węglowe mają coraz częściej charakter rezerwowy i służą stabilizacji systemu w momentach, gdy odnawialne źródła nie są w stanie pokryć zapotrzebowania.

Ten model – kontrowersyjny z europejskiej perspektywy – umożliwia Chinom bardzo szybkie zwiększanie udziału OZE bez ryzyka zakłóceń dostaw energii, co dla kraju o skali chińskiej ma znaczenie fundamentalne.

Ambicje technologiczne i gra długoterminowa

Chińska transformacja energetyczna nie ogranicza się do masowej produkcji paneli słonecznych czy baterii. Pekin inwestuje również w technologie o potencjalnie przełomowym znaczeniu, takie jak reaktory fuzji jądrowej, określane często mianem „sztucznego słońca”. Choć komercyjne wykorzystanie fuzji pozostaje odległe, sama skala i konsekwencja tych inwestycji pokazuje, że Chiny myślą o bezpieczeństwie energetycznym w perspektywie dekad.

Dla władz w Pekinie redukcja emisji gazów cieplarnianych nie jest celem samym w sobie, lecz elementem szerszej strategii modernizacji gospodarki, poprawy jakości życia w miastach dotkniętych smogiem oraz budowy globalnej pozycji technologicznej. W tym sensie chińska polityka klimatyczna różni się od europejskiej nie kierunkiem, lecz motywacją.

Chiny nie są „zielonym sojusznikiem” Europy

Kluczowym błędem w europejskiej debacie jest myślenie, że chińska transformacja energetyczna wynika z nagłego przywiązania do zielonych ideałów lub zbieżności wartości z Unią Europejską. Nic bardziej mylnego. Pekin nie prowadzi polityki klimatycznej z pobudek normatywnych ani moralnych, lecz z chłodnej kalkulacji interesów państwa, które zmaga się z głębokim kryzysem środowiskowym, strukturalnymi ograniczeniami energetycznymi i koniecznością znalezienia nowych motorów wzrostu. Chiny są jednym z najbardziej zanieczyszczonych krajów świata, a smog w wielu aglomeracjach stał się realnym problemem społecznym i zdrowotnym, podważającym stabilność wewnętrzną. Transformacja energetyczna jest więc nie tyle wyborem, co koniecznością.

Równocześnie ChRL doskonale zrozumiała, że zielona energia to nie koszt, lecz jeden z najbardziej dochodowych sektorów XXI wieku. Jako „fabryka świata” Chiny przez dekady budowały przewagę w masowej produkcji, a dziś tę samą logikę przeniosły na odnawialne źródła energii, magazyny energii, pojazdy elektryczne i technologie sieciowe. Efekt jest jednoznaczny: Pekin już teraz dominuje globalne rynki czystych technologii, kontrolując większość łańcuchów dostaw – od surowców, przez przetwórstwo, po finalne produkty. To nie jest uboczny efekt polityki klimatycznej, lecz świadoma strategia przemysłowa oparta na gigantycznych inwestycjach publicznych i prywatnych.

Nie zmienia to faktu, że Chiny nadal produkują ogromne ilości emisji, w dużej mierze związanych z wytwarzaniem towarów na eksport. Unia Europejska pozostaje jednym z kluczowych partnerów handlowych ChRL, co oznacza, że znacząca część „chińskich” emisji jest w praktyce wpisana w europejski model konsumpcji. Paradoks polega na tym, że Pekin jednocześnie przyczynia się do degradacji klimatu, produkując na potrzeby globalnych rynków, i skutecznie buduje pozycję lidera w sektorach, które mają ten kryzys rozwiązywać. Zielone technologie stały się dla Chin biznesem o strategicznym znaczeniu, porównywalnym z elektroniką czy stalą w poprzednich dekadach.

Dlatego współpraca UE z Chinami w obszarze zielonej energii nie oznacza wspólnoty wartości ani „zielonego partnerstwa” w klasycznym sensie. Oznacza raczej zderzenie dwóch logik: europejskiej, opartej na regulacjach, normach i redukcji emisji, oraz chińskiej, skoncentrowanej na dominacji rynkowej, bezpieczeństwie energetycznym i kontroli kluczowych technologii. Fakt, że Chiny inwestują w zieloną energię na niespotykaną skalę, nie czyni ich klimatycznym sprzymierzeńcem Europy – czyni je globalnym graczem, który bardzo wcześnie zrozumiał, że przyszłość energii to przyszłość władzy gospodarczej.

Mit, który osłabia debatę o przyszłości Europy

Narracja, według której Chiny nic nie robią w sprawie zielonej energii, jest uproszczeniem, które zniekształca rzeczywistość i osłabia europejską debatę publiczną. Chiny pozostają największym emitentem gazów cieplarnianych, ale jednocześnie są państwem, które najszybciej na świecie przebudowuje swój system energetyczny i inwestuje w technologie przyszłości.

Wykorzystywanie Chin jako argumentu przeciwko polityce klimatycznej UE nie jest rzetelną analizą globalnych procesów, lecz wygodnym narzędziem politycznym, które odwraca uwagę od realnych wyzwań strategicznych. Paradoksalnie to właśnie zaniechanie transformacji energetycznej oznaczałoby dla Europy trwałą utratę wpływu na przyszły kształt gospodarki, technologii i bezpieczeństwa energetycznego.

Jeśli Unia chce pozostać graczem, a nie jedynie rynkiem zbytu dla cudzych rozwiązań, musi aktywnie konkurować w obszarze zielonych technologii, inwestować w innowacje i własne moce wytwórcze oraz traktować transformację jako warunek suwerenności energetycznej. Europa podobnie jak Chiny powinna skupić się na transformacji energetycznej w zakresie strategicznym dla europy nie tylko ideologicznym. W przeciwnym razie Europa nie tylko przegra wyścig o technologie przyszłości, lecz także uzależni się od importu energii i rozwiązań, które dziś dopiero kształtują globalny układ sił.

Grafika ilustracyjna: Chiny vs. zielona transformacja [fot. Canva, ed. Zofia Grosse]